genji-jezus-monogatari blog

Twój nowy blog

Maura do swojego towarzysza Doriana: To ty tu poczekaj. Ja pójdę porozmawiać z twoim mózgiem.
Dorian: To możesz długo szukać.

***

Po opowiedzeniu przez MG jak dziwka zabiła się skacząc na płot:
Kamil (IQ 80): Chyba nie próbowała przeskoczyć?

MG: Słyszysz jak Dorian z Julią rozmawiają zdaje się o aromaterapii. Właśnie omawiają zapach „zielone jabłuszko”. Widzisz, że Juia się właściwie nawet czerwieni jak pyta:

Julia: To ten zapach naprwdę tak działa?

Dorian: Nihihihihi ]:->.

Tym czasem Michał: Wpadam w torpor!!

***

Michał zabawiając się ze swoją ofiarą: To ja ją tam trochę podniecę w kąciku.

***

Michał: Ja jak zwykle zaglądam śmierci w oczy!
MG: To znaczy masz lusterko?

Koteria spoglądając na wizję przedstawiającą potężną starszą kainitkę w innym mieście pożywiającą się psem:
– „Dlaczego ona nie poluje na ludzi?”
– „Może zostały już tylko psy?”

Bliżej nieokreślony kontekst – koteria zamknięta w kamiennym grobowcu wraz z trupami kultystów.
– „Idź, pokołkuj tych co się psują”

Po tym,jak niuświadomiony wilkołak rozerwał wampira z koterii, który nie był jego wrogiem, na dwie części:
– „Kurwa, sorry…”

Koteria (5 kainitów w tym jedna w torporze, na wszelki wypadek zakołkowana) usiłując się wydostać rozbija kilofami/etc.. skalną ścianę w grobowcu. O zakołowanej:
– „Aleksandrę bierzemy na bok, żeby się nie kurzyła.”

O tej, co nie miała szczęścia z wilkołakiem:
– „Przyciągam kawałek Maeke…”

Koteria wydostała się z grobowca, krwi mało, więc nawet zwierzęta wydają się dobrym pomysłem…
– „Do kazdego wielbłąda beduin gratis!”

Wang (kupa skośnego brzydkiego mięsa – jak to określiła MG): Wsiadamna motor i jadę…
Gracze (pamiętając, że Wang szukał metra): … do METRA???
Wang: Argh!

***

MG: Widzisz idzie twój skośny znajomy.
Zygfryd Olisa Debe (glina): …
MG:… (?)
Leszek: … (?)
MG: … (-_-’)
Zygfryd: NO CO?! Mam go niby na piwo zaprosić?!

***

Zygfryd Olisa Debe (do Wanga, który krępuje brutalnie biedną dziewczynę): Pipieprzyło Cię?
Wang: Nie lubię jak ktoś mnie od tyłu!

***

(Zygfryd insynułuje, że dziewczyna chce się gdzieś włamać)
Dziewczyna (sorry, zapimiałam imię postaci -_-’): Wcale nie!!!
Zygfrydzio: Podsłuchałem waszą rozmowę, z której tak wynikało!
Dz: Wcale nie!!
MG: No jak on sobie tak wywnioskował to ok.
Dz: On jest idiotą! Ni emoże sobie nic wywnioskować!

***

„Sara” (ps. Pseudo innym graczom nieznane, bo nawet nie zapytali… nie zdążyli): Jak sięgnie do spodni to go zastrzelę!

***

Wang (na zewnątrz klubu o Sarze, nie wiedząc, że Sarę właśnie kropnęli): Poczekamy aż wyjdzie.

***

Dz.(odp na to czemu nie udaje się w pościg za zbiegiem): Ja nie mogę za nim jechać – nie mam śledzenia.
Grupa: Hahahahaha!
(Po chwili przemyśleń)
Zygfryd: Ja mam śledzenie ale nie mam prowadzenia.

***

MG (przedstawiając postać Olisy Debe): Zygfryd.
Wszyscy: (Śmiech).
Zygfryd: No co? Rodzice byli neo-krzyżakami!
Wang: Tia, do tego czarnymi.

***

Zygfryd: Coś tu śmierdzi.
Dz.: W końcu poczułeś swój zapach!

Takie pozostałości niedopisane ;):

(Przed rozpoczęciem sesji)
Mari/Tenel: Grajmy już!!
MG: Nie możemy, bo Shin poszedł w długą.
Tenel (o postaci Shina): To przyjmijmy, że się czesze.

***

Półelf (do MG): Wjciech strzel sobie jeszcze jedną pigułkę!
Zaklinacz-gej (jako gracz): Wszyscy sobei strzelmy! Tak! Pigułka pokoju!

***

Krasnolud: Kłaniam się i przedstawiam.
MG: Kłaniasz się i…
Krasnolud: Przedstawiam.
MG Nie. Kłaniasz się iiii…?
Półelf: No przedstaw się!
Krasnolud: Aaaaa…! (po chwili milczenia) Oink!!! (<- imię Krasnoluda)
(Gracze w śmiech)

(Krasnolud opisuje swój wygląd, ale pomija pewną kwesię)
Ktoś: A ubrania?
Krasnolud: Jestem zarośnięty i mam futerko!

Zaklinacz: Rzucam magiczny pocisk
MG: Czyli wyrzuciłaś trzy pociski jesli dobrze pamiętam ..gdzie jest podręcznik? (chwila pełnej namysłu ciszy) mam go na kolanach

(Krasnolud walczy z ogromnym krwiożerczym małpiszonem)
– A mogę go ogłuszyć?
– Jak podskoczysz

(Ktoś o małpiszonach)
– Trzeba im obciąć głowy, wtedy stracą swe magiczne moce

(MG zakręcony i zdezorentowany co do płci postaci, często innej niż płci poszczególnych graczy)
– To jest jedyna kobieta w drużynie. A przepraszam (do tropicielki) ty też jesteś kobietą…

(Drużyna poniosła pewne straty – barbarzynka jest ranna więc rzuca na to czy dotrzymuje kroku reszcie)
MG (patrząc w kości): No… utrzymujesz tempo
Barb: Ha! Zapach świeżej krwi, nawet mojej, dodaje mi sił!

(Zaklinacz-gej sarka na niebezpieczeństwo związane z budzeniem nieznajomych)
– Ej to nie ja się pcham i macam kolesia (chwila ciszy) …choć przy moich preferencjach to ja powinienem to robić
Ktoś: To pomacaj

(Drużyna dowiaduje się o opcjach noclegowych)
– A sienniki jakieś są?!
– …Jest pościel.

MG (opisuje): Sala ma wywoływać wrażenie
Barbarzynka: Nie wywołuje!
Książę tego zamku: My home this is!
Półelf: Korytarz?

(Po długich politycznych dywagacjach)
Władca : Ci goście przybyli tu w tym samym celu
Głos z sali: Po kiełbasę!

(Półelf na awanse zaklinacza-geja)
– Bo ci wrażę mój długi miecz w rzyć!
(zapada chwila wiele mówiącej ciszy)
Tenel (jako gracz, nie jako postać, słabo)
– Chyba mój bohater nie miałby nic przeciwko…

(Scena uczty, półmiski mięsiwa itd…)
MG: Usiadł i chwycił nogę jakiegoś ptaka…
Gracz (cicho): Chwycił ptaka i zaczął ssać..

Krasnoludzki kapłan (NPC): Podobno w Almatei pojawiło się wielu krasnoludów, wszystko się prężnie rozwija, buduje
Barb: Kiedy przejeżdżaliśmy przez Almateę?
Zaklinacz (w imieniu reszty nieco zdumionej druyżyny): Wyruszyliśmy z Almatei!!!

Półelf: Zaistę… (po chwili namysłu) Jak jeszcze raz powiem zaistę to skręce sobie kark.
Zaklinacz-gej: To zbyt piękny kark by go skręcać..
Półelf (zimno): Chyba nie jesteś nekrofilem?
Zaklinacz-gej (prowokująco): To zależy od świeżości i urody zwłok
Półelf: (krztusi się winem)

MG do zaklinacza-geja, syna miejscowego księcia
– Nie jesteś księciem, wszyscy mówią do ciebie per „panicz”
Zaklinacz-gej:
– Muszę skończyć z tym gejowskim zwyczajem!

Półelf (NPC) do Barbarzynki:
– Tym rapierem dla „tchórzy” mogę cię łatwo nadziać
Zaklinacz-gej:
– No! Już koniec tych dyskusji o seksie

MG (jako NPC do półelfa wojownika): Rozumiem, że żyjesz z mieczem
(nabrzmiała znaczeniem cisza)

(W trakcie dyskusji nt. prowadzenia drużynie czysto-kobiecej)
Jedyny mężczyzna w drużynie: Ja nie jestem wszystkim!

(Gracz idąc do toalety) Idę za taki gobelin ze znakiem trójkąta.

MG: Na dziedzińcu stoi 6 koni.
Gracz: To te co mieliśmy poprzednio?
MG: Tak.
Gracz 2: Te konie, które zjadły nam małpy?!?

Barbarzynka: Ja stoję na skraju lasu i mierzę do kuszy.

Zaklinacz: Jesteś wojownikiem, więc znasz termin… cośtam (wszyscy wybuchają śmiechem) Znaczy, „casualties of war”

MG (opisując): Chłop typowy w chuj wygląda: koszula, spodnie, słoma we włosach

(Komentarz)
Idzie zarządca wsi z zaklinaczem-gejem, żądają od jednego z wieśniaków kozy, a na pytanie „po co?” odpowiadają: Nie pytaj.

MG do zaklinacza-geja: No to masz kozę… ona się trochę opiera, ale ją masz.

Gracz: Kto pójdzie po koze w ciemnościach?
Półelf: Ja. Mam widzenie w ciemnościach.
Ktoś: Fajnie. Będziesz widział co cię zjada..

[Przed rozpoczęciem sesji]
Dramatis personae: M (Wiktoria, Lasombra), L(Uch0, Gangrel), S(Gabriel, Toreador)

M: Więc ten trzymiś przefasonował nas o 100%. Ja byłam czarnowłosą, z krótkimi włosami, mam długie blond loki. S, masz pana pręta?
S: Teraz nie ma pana pręta, jest pani bransoletka.

L: Może by ktoś mnie nauczył potencji?
M: Spytaj panów…
L: Ja bym wolał, żeby uczyła mnie kobieta.

[Już na sesji]
„Koniec przygotowan do akcji”
S: Cos mamy jeszcze do zrobienia?
L: Ja bym coś wypił…
S: Coś ty taki, kurwa, zwsze głodny?
L: [z niewinnym wyrazem twarzy]Rosnę…

S: Mam nadzieję, że to przeżyję. Jeśli nie, będę bardzo, bardzo niezadowolony.

Koteria po dość szybkiej ucieczce kanałami ze sceny dość pokaźnych rozmiarów wróćiła do schronienia.
Wiktoria: „Dobra, wrzucam ciuchy do pralki.”
Gabriel (patrząc na skórzany płaszcz z pokaźną dziurą od kuli na plecach): „Do wyrzucenia, resta do pralki..”
(jakiś czas później)
Wiktoria do MG: „Pranie się skończyło, rzuć czy plamy zeszły” :D
***
Ostateczna (jak się potem okazało nie do końca…;) rozprawa z potężnym sabatnikiem, wir walki, wokół płomienie, ‚all or nothing’ mood, Gabriel wyciągając broń:
„Wyciągam pręta i wydaje mu mentalny rozkaz żeby się powiększył” _-_” (fik) / AAARRRGGH XD

Jeden z graczy, grajacy pewnym skrzypkiem, Torreadorem w ktoryms momencie otrzymal dosc wazny przedmiot pod postacia metalowego preta o specyficznych przydadtnych wlasciwosciach obronnych [zbyt straszliwe coby je tu opisywac]. Spodziewajac sie klopotow zadeklarowal ponizsze:
„Dobra, to ja klade sie do snu trzymajac preta w dloni”
Arrrgh XDDD Help?;)

Bodaj 2 sesje wczesniej: Ostra rozprawa z sabatnikami, tenze sam nieszczesny torreador [Gabriel] zostal zakolkowany. Kolek wbity dosc gleboko.
MG: „To jest ta scena w ktorej padasz…”
Wszyscy wykonuja przyslowiowe „fik!” XD
Chwile pozniej – Gabriel do jednej z postaci: Slyszysz pomocny glos z astrala – „Spoko, jak bedziesz wyciagac ten kolek to nie wahaj sie oprzec butem o klatke piersiowa, nie obraze sie” ;)

Jakis czas pozniej – Gabriel dostaje od ksieznej polecenie zaopiekowanie sie neonata z klanu Gangrel, niejakim „Ucho” – na oko wyglada on na 18 lat…
G: „Pewnie niezbyt dawno cie przemienili, ale co wlasciwie chcesz robic, co potrafisz? Kim byles wczesniej?”
U: Chodzilem do liceum…
G: No to niezla skifa stary.
Wszyscy, MG including – gremialne „FIK!” XD

Tym razem kfiatków na sesji nie było, za to przed była jedna piękna rzecz:

MG: Shin, jak ty się czujesz dzisiaj, bo mam dwa wątki do poprowadzenia…
Ja: to znaczy…?
MG: Jeden jest na myślenie, drugi jest troche bardziej zawikłany.

Pozostało nam jedynie spojrzenie na siebie z Myszaq porozumiewawczym wzrokiem, ech…

Mari – goddamnit, pospiesz sie! ;)


  • RSS